czwartek, 25 czerwca 2009

Anna Kamieńska

Małżeństwo

Że tak im było dane

zestarzeć się jak świątkom przy drodze

tak samo spróchniali

tak samo

poorani mrozem i zawieją

Że tak im dozwolono

iść serce w serce

biodro w biodro

zmarszczka w zmarszczkę

Że tak im darowano

istnieć w sobie podwójnie

i milczeć wzajemnie

Że tak im dopuszczono

by nawet w sen wchodzili razem

on ją obejmował na poduszce

by o kamień snu nie zraniła stopy

Że tak ich wysłuchano

aby to on

czerwone jabłko niósł jej do szpitala

i ukląkł w jej ostatniej łzie...

* * *

Prośba

Boże przywróć rzeczom blask utracony

oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość

a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite

zdejm z oczu popiół

oczyść język z piołunu

spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami

nasi umarli niechaj śpią w zieleni

niech żal uparty nie wstrzymuje czasu

a żywym niechaj rosną serca od miłości.


Śmieszne

Jak to jest być człowiekiem

spytał ptak.

Sama nie wiem

być więźniem swojej skóry

a sięgać nieskończoności

być jeńcem drobiny czasu

a dotykać wieczności

być beznadziejnie niepewnym

i szaleńcem nadziei

być igłą szronu

i garścią upału

wdychać powietrze

dusić się bez słowa

płynąc

i gniazdo mieć z popiołu

jeść chleb

lecz głodem sie nasycać

umierać z miłości

a kochać przez śmierć.

To śmieszne odrzekł ptak

wzlatując e przestrzeń lekko.


Ciężar

Nie mogę Ci ofiarować kropli deszczu

ani złotej pszczoły

wszystko to nie moje

ani łza która nic nie waży

a nie przepełni żadnego morza

ani chwili zwanej wiecznością

ani słowa

bo jest powietrzem wszystkich

mam puste ręce

moje życie nie jest ,moje

ja nie jestem moja

chciałabym mieć na własność

choć źdźbło choć kamyczek

okruch nieskończonej materii

w którym bije serce

żadna rzecz nie chce być u mnie w niewoli

nawet własna ręka krzyczy grozi

że odejdzie ode mnie


Nic nie mam a tak mi ciężko

tylko ciężar niewiadomy

mogę zrzucić u Twych kolan

Boże.

Modlitwa Hioba

Panie naucz mnie milczeć

naucz milczeć mój język,

i moje wargi.

Naucz milczeć moje serce.

Naucz mnie nie odpowiadać

na źle postawione pytania

i fałszywe oskarżenia.

Naucz mnie milczeć

nawet kiedy mówię.


Naucz mnie milczeć,

kiedy chcę krzyczeć,

kiedy milczenie boli.

Naucz mnie nie skarżyc się

nie mówić o zmienności życia

jak ciężkie ono

jak mało w nim wszelkiego sensu.


Naucz mnie sensu milczenia

i milczenia sensu.


Naucz mnie abym i w śmierci milczała

bo są tacy których śmierć

krzyczy zawczasu do samego nieba.


Naucz mnie modlitwy

która jest tęsknotą

i o nic nie prosi.


Naucz mnie milczeć

zwłaszcza wobec tych

których kocham

niech nigdy słowo

od nich mnie nie rozdzieli.

Naucz mnie milczenia

chorego zwierzęcia

milczenia chmury deszczu trawy

milczenia wieczoru i nocy

milczenia dobroci

i wdzięczności.


Panie naucz mnie milczenia snu

milczenia wszystkich moich umarłych.


Naucz mnie Panie

swojego

najgłębszego milczenia.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz