Małżeństwo
Że tak im było dane
zestarzeć się jak świątkom przy drodze
tak samo spróchniali
tak samo
poorani mrozem i zawieją
Że tak im dozwolono
iść serce w serce
biodro w biodro
zmarszczka w zmarszczkę
Że tak im darowano
istnieć w sobie podwójnie
i milczeć wzajemnie
Że tak im dopuszczono
by nawet w sen wchodzili razem
on ją obejmował na poduszce
by o kamień snu nie zraniła stopy
Że tak ich wysłuchano
aby to on
czerwone jabłko niósł jej do szpitala
i ukląkł w jej ostatniej łzie...
* * *
Prośba
Boże przywróć rzeczom blask utracony
oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość
a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite
zdejm z oczu popiół
oczyść język z piołunu
spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami
nasi umarli niechaj śpią w zieleni
niech żal uparty nie wstrzymuje czasu
a żywym niechaj rosną serca od miłości.
Śmieszne
Jak to jest być człowiekiem
spytał ptak.
Sama nie wiem
być więźniem swojej skóry
a sięgać nieskończoności
być jeńcem drobiny czasu
a dotykać wieczności
być beznadziejnie niepewnym
i szaleńcem nadziei
być igłą szronu
i garścią upału
wdychać powietrze
dusić się bez słowa
płynąc
i gniazdo mieć z popiołu
jeść chleb
lecz głodem sie nasycać
umierać z miłości
a kochać przez śmierć.
To śmieszne odrzekł ptak
wzlatując e przestrzeń lekko.
Ciężar
Nie mogę Ci ofiarować kropli deszczu
ani złotej pszczoły
wszystko to nie moje
ani łza która nic nie waży
a nie przepełni żadnego morza
ani chwili zwanej wiecznością
ani słowa
bo jest powietrzem wszystkich
mam puste ręce
moje życie nie jest ,moje
ja nie jestem moja
chciałabym mieć na własność
choć źdźbło choć kamyczek
okruch nieskończonej materii
w którym bije serce
żadna rzecz nie chce być u mnie w niewoli
nawet własna ręka krzyczy grozi
że odejdzie ode mnie
Nic nie mam a tak mi ciężko
tylko ciężar niewiadomy
mogę zrzucić u Twych kolan
Boże.
Modlitwa Hioba
Panie naucz mnie milczeć
naucz milczeć mój język,
i moje wargi.
Naucz milczeć moje serce.
Naucz mnie nie odpowiadać
na źle postawione pytania
i fałszywe oskarżenia.
Naucz mnie milczeć
nawet kiedy mówię.
Naucz mnie milczeć,
kiedy chcę krzyczeć,
kiedy milczenie boli.
Naucz mnie nie skarżyc się
nie mówić o zmienności życia
jak ciężkie ono
jak mało w nim wszelkiego sensu.
Naucz mnie sensu milczenia
i milczenia sensu.
Naucz mnie abym i w śmierci milczała
bo są tacy których śmierć
krzyczy zawczasu do samego nieba.
Naucz mnie modlitwy
która jest tęsknotą
i o nic nie prosi.
Naucz mnie milczeć
zwłaszcza wobec tych
których kocham
niech nigdy słowo
od nich mnie nie rozdzieli.
Naucz mnie milczenia
chorego zwierzęcia
milczenia chmury deszczu trawy
milczenia wieczoru i nocy
milczenia dobroci
i wdzięczności.
Panie naucz mnie milczenia snu
milczenia wszystkich moich umarłych.
Naucz mnie Panie
swojego
najgłębszego milczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz