Miłość po miłości
Przyjdzie taki czas,
gdy z uniesieniem
siebie powitasz, stojącego
u swego progu, w swoim lustrze
i uśmiechniecie się na powitanie
i powiesz usiądź tu. Jedz.
Pokochasz nieznajomego, swoje byłe ja.
Podaj wino. Podaj chleb. Oddaj serce
swemu nieznanemu, porzuconemu,
sercu, co cię zawsze kochało.
Zdejmij z półki miłosne listy
fotografie, daremne bileciki,
zedrzyj z lustra swe odbicie.
Siądź. Świętuj swoje życie.
***
Mroczny sierpień
Taki deszcz, tyle życia obrzmiałego jak niebo
tego czarnego sierpnia. Słońce, ma siostra,
ociąga się z wyjściem z żółtego pokoju.
Wszystko idzie w diabły, góry kipią
jak czajnik, rzeki wylewają, a ona
nie chce wstać i zgasić deszczu.
Jest w swym pokoju, bawią ją starocie,
moje wiersze, kartkuje album. Nawet gdy piorun
runie z nieba, jakby tłukły się talerze,
nie wyjrzy stamtąd.
Kocham cię, wiesz przecież, lecz na deszcz
nie mam sposobu. Uczę się jednak powoli
kochać te chmurne dni, parujące wzgórza,
plotkujące w powietrzu komary,
popijać lekarstwo goryczy,
więc gdy się wyłonisz, siostro,
rozsuwając paciorki deszczu,
z kwiatami nad czołem i przebaczeniem w oczach
nic nie będzie jak kiedyś, lecz będzie naprawdę
(widzisz, nie dadzą mi kochać cię
jak chciałbym), bo wtedy siostro
będe już kochał dni chmurne, jak kocham pogodne,
mroczny deszcz, jasne wzgórza, choć kiedyś
kochałem tylko swe szczęście i ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz