poniedziałek, 8 czerwca 2009

Derek Walcott

Miłość po miłości

Przyjdzie taki czas,

gdy z uniesieniem

siebie powitasz, stojącego

u swego progu, w swoim lustrze 

i uśmiechniecie się na powitanie

i powiesz usiądź tu. Jedz.

Pokochasz nieznajomego, swoje byłe ja.

Podaj wino. Podaj chleb. Oddaj serce

swemu nieznanemu, porzuconemu,

sercu, co cię zawsze kochało.

Zdejmij z półki miłosne listy

fotografie, daremne bileciki,

zedrzyj z lustra swe odbicie. 

Siądź. Świętuj swoje życie.

***

Mroczny sierpień

Taki deszcz, tyle życia obrzmiałego jak niebo

tego czarnego sierpnia. Słońce, ma siostra,

ociąga się z wyjściem z żółtego pokoju.

Wszystko idzie w diabły, góry kipią

jak czajnik, rzeki wylewają, a ona

nie chce wstać i zgasić deszczu.

Jest w swym pokoju, bawią ją starocie,

moje wiersze, kartkuje album. Nawet gdy piorun

runie z nieba, jakby tłukły się talerze,

nie wyjrzy stamtąd.

Kocham cię, wiesz przecież, lecz na deszcz 

nie mam sposobu. Uczę się jednak powoli

kochać te chmurne dni, parujące wzgórza,

plotkujące w powietrzu komary,

popijać lekarstwo goryczy,

więc gdy się wyłonisz, siostro,

rozsuwając paciorki deszczu,

z kwiatami nad czołem i przebaczeniem w oczach

nic nie będzie jak kiedyś, lecz będzie naprawdę

(widzisz, nie dadzą mi kochać cię 

jak chciałbym), bo wtedy siostro

będe już kochał dni chmurne, jak kocham pogodne,

mroczny deszcz, jasne wzgórza, choć kiedyś

kochałem tylko swe szczęście i ciebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz