poniedziałek, 8 czerwca 2009

Salvatore Quasimodo

Zatopiony obój

Skąpy bólu, odwlecz twój podarek

w tej mojej godzinie,

utęsknionych opuszczeń.

Mroźny obój znów bełkoce

radość niewiędnących liści,

nie moich-i pamięć niweczy;

we mnie staje się wieczór:

woda zapada w mrok

pomych trawiastych rękach

Chwiejne skrzydał na mrocznym kołyszą sie niebie

serce wywędrowuje

a ja leżę odłogiem,

a dni są rumowiskiem.

***

Naśladowanie radości

Tam, gdzie drzewa potęgują 

osamotnienie wiczoru,

jak leniwie

zamarł twój ostatni krok,

niby kwiat który rzadko zjawia się na lipach

i upiera się przy swym losie.

Szukasz racji dla uczuć,

doświadczasz milczenia w swym zyciu.

Odmienny lo mi zwiastuje

czas odbity w zwierciadle.

Jak śmierć, tak zasmuca uroda

odtąd na innych błyskająca twarzach.

Utraciłem wszystko, co było niewinne

nawet w tym głosie, który przetrwał po to

by naśladować radość.

***

I nagle jest wieczór

Każdy stoi sam na sercu ziemi

przebity promieniem słońca:

i nagle jest wieczór.

***

Ból nieznanych mi spraw

Gęsta od białych i czarnych korzeni

zaczynem pachnie i dżdżownicami

pocięta wodą ziemia

Ból nieznanych mi spraw

rodzi się we mnie: nie dość jednej śmierci,

gdy oto tylekroć mi ciąży

wraz z trawą, na sercu, ziemi gruda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz