Zatopiony obój
Skąpy bólu, odwlecz twój podarek
w tej mojej godzinie,
utęsknionych opuszczeń.
Mroźny obój znów bełkoce
radość niewiędnących liści,
nie moich-i pamięć niweczy;
we mnie staje się wieczór:
woda zapada w mrok
pomych trawiastych rękach
Chwiejne skrzydał na mrocznym kołyszą sie niebie
serce wywędrowuje
a ja leżę odłogiem,
a dni są rumowiskiem.
***
Naśladowanie radości
Tam, gdzie drzewa potęgują
osamotnienie wiczoru,
jak leniwie
zamarł twój ostatni krok,
niby kwiat który rzadko zjawia się na lipach
i upiera się przy swym losie.
Szukasz racji dla uczuć,
doświadczasz milczenia w swym zyciu.
Odmienny lo mi zwiastuje
czas odbity w zwierciadle.
Jak śmierć, tak zasmuca uroda
odtąd na innych błyskająca twarzach.
Utraciłem wszystko, co było niewinne
nawet w tym głosie, który przetrwał po to
by naśladować radość.
***
I nagle jest wieczór
Każdy stoi sam na sercu ziemi
przebity promieniem słońca:
i nagle jest wieczór.
***
Ból nieznanych mi spraw
Gęsta od białych i czarnych korzeni
zaczynem pachnie i dżdżownicami
pocięta wodą ziemia
Ból nieznanych mi spraw
rodzi się we mnie: nie dość jednej śmierci,
gdy oto tylekroć mi ciąży
wraz z trawą, na sercu, ziemi gruda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz